Przez kilka pierwszych dni mieszkałam w Palermo u pewnego małżeństwa. Zachwyciłam się ich ogromnym mieszkaniem. Mają przepiękny salon, wielki balkon, dwie bardzo duże łazienki i kilka pokoi, nawet nie wiem dokładnie ile:) Pani domu - Maria Rita, ma totalnego bzika na punkcie kotów. Wszystko w jej domu jest w koty. Wszystko co tylko możecie sobie wyobrazić. Począwszy od malutkich kocich figurek, pluszowych maskotek i breloczków, po solniczkę w kształcie kota, ręczniki w kotki, serwetki, poduszki, zasłony, ramki na zdjęcia, kalendarze, talerze, wazony... Wszystko. Brakowało tylko prawdziwych kotów. Nie mieli niestety ani jednego, bo paradoksalnie mają alergię na te zwierzaki...
Wczoraj przeprowadziłam się do mojego docelowego mieszkania. I miałam już nadzieję, że w końcu wszystko jest ok. Ba! Zapowiadało się, że będzie nawet lepiej niż po prostu OK. Bo mam piękny hotelowy pokój z sofą i lampą z diamentami Swarovskiego. Ale w żadnej z dwóch łazienek nie mogłam się umyć, bo w jednej z kranu leciał tylko wrzątek, a w drugiej sok pomarańczowy... Podekscytowana stwierdziłam, że chociaż brudna, mogę w końcu zrobić sobie coś do żarcia. Myślałam tylko o tym, jak usmażę jajecznicę i zrobię dużą kawę. Wielką, ogromną, monstrualną kawę, która nie mieści się w głowie żadnego Włocha. Bo jak wiadomo, Włosi zakochani są w tym swoim malutkim espresso. Piją je codzienni z tych swoich miniaturowych filiżaneczek. Coś takiego jak Starbucks nie ma tutaj racji bytu. Nawet w biurze boję się zrobić kawę w normalnym kubku, bo by mnie chyba wyrzucili na bruk za takie zberezeństwo.
Prawie na skrzydłach poleciałam do kuchni i ... niestety w kuchence zabrakło gazu... Smutek, płacz, rozpacz. To uczucia, które towarzyszyły mi tego wieczoru. Umyłam się w kuchennej umywalce i położyłam spać, myśląc tylko o tym, jak rano zjem sobie biroszkę przy espresso. Bo włoskie jedzenie jest pyszne i espresso też, ale naprawdę przydałby mi się kubeł kawy rozpuszczalnej z mlekiem. I jajecznica. I polska kiełbasa. Szyneczka.
Jednak w "składziku" (pomieszczeniu na duperele) znalazłam Ballantinesa. I 7 innych butelek różnych alkoholi. I cygara. Może kiedyś mieszkali tu jacyś mafiozi? Ulica, przy której jest moje mieszkanie, to podobno ulica bogaczy. Najlepsza w mieście. A jeden pokój wygląda jak biuro naprawdę ważnej persony. Skórzane fotele, eleganckie biurko. Na razie czekam jeszcze na moje współlokatorki. Podobno są włoskimi koszykarkami, ale kto ich tam wie.



